Prokrastynatem być

Dziś o sobie. I o dziwnej chorobie na którą choruje pół internetu, jak się zdaje. Prokrastynacja, popularne ostatnio słowo. Jeszcze kilka lat temu patrzyłabym z politowaniem na te wszystkie wpisy zawierające pomysły na walkę z nią. Co tu się rozczulać, motywować, robisz i już. Albo nie robisz bo masz lenia i tyle. Ale nie przejmuj się, jak przyjdzie deadline w sekundę staniesz się mróweczką. A tu ot, nie tak prosto.

Nikt nie badał mnie pod tym kątem, ale objawy mam lub miałam książkowe. Robienie setek list i planów. Sprzątanie pustyni. Czytanie wszystkich wpisów na facebooku. Absolutna pewność że w tym właśnie momencie nie mogę zacząć pisać pracy magisterskiej bo muszę wypożyczyć jeszcze trzy książki – jest piątek wieczorem, biblioteka czynna od poniedziałku od 10.00. Konieczność położenia się spać o 20 – przecież muszę wypocząć, żeby jutro móc skończyć pisać stronę którą zaczęłam miesiąc temu! I lęk. CHOLERNY LĘK. Przed każdym obowiązkiem, zadaniem, najmniejszą powinnością. I nagle nabyta umiejętność tworzenia skomplikowanych, ale jakże spójnych historii tłumaczących dlaczego nie wykonałam zadania x czy y. W wyobraźni widzę siebie osiągającą cele i spełniającą marzenia. Efekt finalny jest dopracowany w każdym szczególe. Ale droga do niego – ledwo zaczęta. Co nie przeszkadza marzeniu rozrastać się i udoskonalać. Więcej czasu spędzam na zastanawianiu się jakie buty założę na obronę pracy za półtora roku niż na pisaniu jej samej.

Blokada umysłowa. Niemożność napisania linijki – każda myśl zła! Aż w końcu jakakolwiek przestaje przychodzić. Siedzisz i wyjesz w ekran. A chwiami blisko Ci do katatonii, bo siedzisz kiwając się na krześle powtarzając jedno słowo, żeby tylko nie dopuścić do siebie innych myśli, w szczególności o tym co masz wykonać.

Pociągnęło to za sobą wiele konsekwencji i doprowadziło do miejsca w którym jestem teraz. Zaliczyłam przez ten czas jedną wizytę u psychologa. Myślę że powinnam odbyć więcej – ale jak to w prokrastynacji – jakoś się to odłożyło na później. Nie jest do końca dobrze, ale na pewno lepiej niż kiedyś. Pracuję nad sobą. Nadal bardziej widzę cel niż drogę i odkładam różne rzeczy na później. Staram się za to już nie tworzyć historii bo to bardzo ułatwia sprawę w nie-życiu. Jeśli ktoś widzi u siebie te objawy – leczcie się. Naprawdę. Bo schrzanicie życie sobie i innym. Tak, innym też. Bo zawalisz wspólny projekt na studiach czy w pracy, stracisz zaufanie partnera i rodziny. I szacunek do samego siebie. I będziesz się bać każdego następnego kroku. Nie jest fajnie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s